Biznes na diecie

Posted | Możliwość komentowania Biznes na diecie została wyłączona

Na przykładzie firmy dietetycznej

Zdobywanie klientów Dietbox zaczął od promocji na Grouponie. – Jak się wkrótce okazało, to był jednocześnie strzał w dziesiątkę i trochę strzał w kolano – wspomina Krzysztof Wojdat. Groupon był wówczas bardzo popularny, więc klientów pojawiło się od razu bardzo dużo. Tak dużo, że ledwie dawaliśmy radę realizować zamówienia. Pracowaliśmy po 18 godzin dziennie, ja nawet sypiałem w samochodzie.

diety

Pomimo tego firma nie przynosiła zysków. Przez ponad rok właściciel musiał ją dofinansowywać. – Na Grouponie początkowo do każdego pakietu dokładaliśmy 37 proc. Bywały dwa lepsze miesiące, a później przychodziły cztery kolejne, kiedy byliśmy bardzo mocno pod kreską – opowiada Krzysztof Wojdat. – Nie ukrywam, że na początku prowadziłem tę działalność raczej nieprofesjonalnie. Miałem kiepską stronę internetową, trafiałem na złych pracowników, zbyt mało ich zatrudniałem. Ale też – przyznaję – za mało tym pracownikom płaciłem. Jako że firma wciąż przynosiła straty, to wszędzie szukałem oszczędności. Na szczęście miałem z czego dokładać do Dietbox, bo zarabiałem na cateringu dla dzieci i prowadzeniu stołówek szkolnych.

Przyszedł moment, gdy nawet rodzina i przyjaciele zaczęli namawiać Krzysztofa Wojdata do zamknięcia Dietbox. Ale on nie chciał rezygnować. – Po pierwsze, od zawsze podobała mi się sama idea cateringu dietetycznego. Po drugie, jest to zgodne z moim wykształceniem. A po trzecie to moje dziecko, stworzyłem tę firmę od podstaw. Dlatego nie chciałem odpuścić – mówi. – Wreszcie po 14 miesiącach firma zaczęła przynosić zyski.

Lokal i lokalizacja

Catering dietetyczny to raczej biznes dla większych miast. Tam jest większy rynek, a potencjalni klienci lepiej zarabiają i stać ich na korzystanie z tego typu usług. Firma Dietbox obsługuje klientów z Warszawy oraz najbliższej okolicy.

Wybierając lokalizację dla tego typu biznesu, najlepiej znaleźć pomieszczenia po funkcjonującej wcześniej kuchni. Będą przystosowane do wymogów sanitarnych i pozwolą zaoszczędzić na kosztach inwestycji. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na odpowiednią wentylację oraz na pomieszczenia-chłodnie, których będziemy potrzebować do przechowywania żywności. Jeśli jednak będziemy musieli remontować i przystosowywać lokal od podstaw, może to kosztować nawet do 100 tys. zł. Pomieszczenia, w których przygotowuje się posiłki, muszą spełniać wymogi ustawy o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia oraz rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie warunków sanitarnych oraz zasad przestrzegania higieny przy produkcji żywności. Do uruchomienia firmy cateringowej niezbędna będzie zgoda sanepidu. By ją uzyskać, należy złożyć w powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej wniosek o wpis do rejestru zakładów produkujących lub wprowadzających do obrotu żywność i złożyć projekt technologiczny lokalu, uwzględniający elementy jego wyposażenia. Sprzęty używane do przetwarzania żywności powinny być wykonane ze stali nierdzewnej, muszą również posiadać odpowiednie atesty. Istotna jest też lokalizacja zlewów, lodówek, stołów roboczych oraz szafek na środki czystości. Przygotowanie projektu technologicznego można zlecić fachowcowi. Jeśli projekt zostanie zaakceptowany, po jego zrealizowaniu inspektorzy sanepidu dokonają odbioru lokalu.

kuchnia

Kosztowny sprzęt

Kupując używany sprzęt, można wyposażyć kuchnię za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale zdaniem Krzysztofa Wojdata akurat tutaj nie warto szukać oszczędności. – Wiele oczywiście zależy od liczby obsługiwanych klientów. Moim zdaniem firma powinna ich mieć przynajmniej 70-100, aby w ogóle jej istnienie miało sens. Taka liczba klientów oznacza przygotowanie 350-500 posiłków dziennie – mówi. – Jeżeli jednak myślimy o rozwoju firmy i mamy zamiar obsługiwać 200-300 klientów, to należy od razu kupować wyposażenie z górnej półki. Oczywiście, nie każdy dysponuje odpowiednią ilością gotówki, ale są też inne możliwości finansowania. Ja do tej pory spłacam sprzęt wzięty w leasing.

Nowe urządzenia, zwłaszcza dobrych firm, są drogie. Piec konwekcyjno-parowy, w którym przygotowuje się posiłki, w zależności od producenta kosztuje od 40 do 100 tys. zł. Kolejna niezbędna rzecz to tzw. szokówka, czyli chłodnia szokowa. W szybkim czasie schładza posiłki, by zapobiec namnażaniu się bakterii. Jej ceny zaczynają się od 8 tys. zł. – Dań nie można schładzać naturalnie, bo to trwa długo i spowodowałoby namnożenie się bakterii. A nasze posiłki przecież nie od razu trafiają do klienta, zanim zostaną zjedzone, mijają godziny. Dlatego trzeba szczególnie dbać o higienę i bezpieczeństwo – tłumaczy Krzysztof Wojdat.

Kuchnia potrzebuje też taboretów gazowych (niski, przenośny palnik służący do podgrzewania lub gotowania potraw), okapów, oczywiście garnków – a przy dużej skali też kotłów warzelnych. Do tego dochodzą patelnie gastronomiczne, blender – bo robi się dużo kremów. – Wykorzystujemy też mnóstwo warzyw i owoców, więc przyda się jarzynarka, czyli maszyna do cięcia warzyw. Kosztuje ok. 30 tys. zł. Produkcja żywności nie może także obyć się bez specjalnych stołów, lodówek, chłodziarek. Potrzebne są też tzw. GN-y, czyli pojemniki do przechowywania jedzenia – wylicza Krzysztof Wojdat. – Oczywiście, można kupić tańsze czy używane sprzęty. Ale korzystanie np. z gorszego pieca daje zauważalną różnicę w jakości dań. Dlatego ja nie oszczędzałem na wyposażeniu.

Potrzebne są również auta do rozwożenia posiłków do klientów. Najlepsze są samochody-chłodnie. – Nie opłaca się kupować starych, mocno zużytych aut – Dostarczając zamówienia do klientów, samochody przejeżdżają po 3-4 tys. km miesięcznie, więc przy starych autach trzeba będzie systematycznie płacić za naprawy. Lepiej wziąć samochody w leasing albo kupić roczne czy dwuletnie, z małym przebiegiem.

Marketing w menu

W ofercie cateringu powinno znaleźć się kilka rodzajów menu: dla odchudzających się, dla aktywnie uprawiających sport, dla kobiet w ciąży oraz zdrowotne, dla bezglutenowców, cukrzyków, osób po operacjach itd. Klient może też zamówić dietę indywidualną. Każdy typ diety ma kilka wariantów, w zależności od liczby kalorii, jaką zawiera (np. 1000, 1200, 1500 dla odchudzających się albo przeciwnie – 3500 dla sportowców). – Jakieś 70 proc. naszych klientów to osoby odchudzające się – mówi Krzysztof Wojdat. – Większość stanowią kobiety w wieku 24-45 lat.

Do potencjalnych klientów dociera się gównie przez internet, dlatego niezbędna jest profesjonalna strona WWW, która stanowi wizytówkę firmy. Ale to nie wszystko. Konkurencja w tym segmencie rynku jest bardzo duża, wpisując w wyszukiwarkę hasło „catering dietetyczny”, otrzymujemy dziesiątki odpowiedzi. Dlatego warto inwestować w pozycjonowanie strony internetowej – dzięki temu nasza firma znajdzie się na szczycie tej listy. Firmy umieszczają też na swoich stronach referencje od znanych osób, korzystających z ich usług: aktorów, sportowców, piosenkarzy, celebrytów. Nie do przecenienia jest także marketing szeptany. Swoje szanse na zaistnienie na rynku można również zwiększyć przez udział w różnego rodzaju imprezach sportowych, targach zdrowej żywności, eventach dla kobiet itp.

Ważnym elementem firmy jest dobry personel. – Przy stu klientach potrzebujemy szefa kuchni, jego zastępcy, dwóch pomocników do pakowania, osoby do sprzątania – wylicza Krzysztof Wojdat.

Konieczny jest też oczywiście dietetyk. Większość osób wybiera ofertę przez internet, decydując się na konkretne menu i wartość kaloryczną, ale niektórzy potrzebują konsultacji dietetycznej. Poza tym dietetyk czuwa też nad właściwą kompozycją potraw, kontaktuje się z klientami, pyta, czy są zadowoleni, czasem sugeruje zmianę diety czy zwiększenie liczby kalorii. Oprócz tego potrzebujemy również kierowców, którzy codziennie rano dostarczą do klientów pakiety z pięcioma posiłkami.

Ceny

Ceny pakietów są różne, zależą od rodzaju diety. Im dłuższy okres zamówienia, tym niższa cena za jednodniowy pakiet. Na warszawskim rynku średnia cena standardowego dziennego menu dla odchudzającej się osoby to ok. 50 zł, choć bywają oferty znacznie tańsze. – Nie wierzę w pakiety po 39 zł, nie da się na tym zarobić. Niska cena musi być czymś podyktowana. Najczęściej gorszą jakością albo mało urozmaiconą ofertą – uważa Krzysztof Wojdat. – Zamawiam boksy od konkurencji. Zdarzają się takie, gdzie na śniadanie jest parówka, bułeczka i pomidor. Albo za każdym razem jogurt z kubeczka. Zamiast ryżu brązowego – biały. Przy takich produktach może być tanio, ale czy o taką właśnie ofertę chodzi klientom? My używamy droższych produktów, wprowadzamy dania z kuchni całego świata, np.: hiszpańskiej, meksykańskiej, rosyjskiej, serwujemy dziczyznę. Kupujemy tylko certyfikowane mięso. Nasze menu nigdy się nie powtarza.

Biznes ten podlega sezonowości. Największe żniwa przychodzą wraz z wiosną. Wtedy najwięcej osób – zwłaszcza pań – podejmuje decyzję o odchudzaniu. Samemu często trudno pilnować kalorii, wiele osób nie ma też dziś czasu na gotowanie, więc chętnie sięgają właśnie po catering. Najsłabszy jest natomiast grudzień. – Pod koniec roku mamy ogromny spadek klientów – przyznaje właściciel Dietbox. – Ludzie przygotowują się do świąt, dużo osób wyjeżdża, więc rezygnują z zamówień. Natomiast wbrew pozorom wakacje wcale nie są złym okresem. Urlopy rozkładają się równomiernie na dwa miesiące, więc klientów mamy przez cały czas. Warto też pamiętać, że zimą i wczesną wiosną więcej zapłacimy za warzywa i owoce.

Nie ma co ukrywać, że nowa firma na rynku ma ciężki start. Inwestycja jest duża, a walka o klienta ostra. – Choć są i tacy, którzy zaczynają na domowej kuchence gazowej i z dwoma lodówkami, a później dopiero się rozwijają – przyznaje Krzysztof Wojdat. – Otwiera się sporo firm, ale wiele z nich równie szybko znika. Jednak uważam, że catering dietetyczny to jeden z najlepiej rozwijających się obecnie segmentów gastronomii. Liczba zamówień rośnie. Mamy zarówno stałych klientów, którzy są nam wierni od dwóch lat, jak i nowych. Bycie fit, zdrowy styl życia stają się coraz bardziej modne. Ludziom zależy na dobrym zdrowiu i wyglądzie.